Podobno od lodów nie tyjemy (wręcz chudniemy!), ponieważ do ich strawienia potrzebna jest taka sama lub większa dawka energii, niż same dostarczają. Rzekomo dzieje się tak ze względu na niską temperaturę tego typu deserów – organizm spożywa mnóstwo energii żeby podgrzać w żołądku dostarczony pokarm. Marzenie każdej kobiety – jesz  i chudniesz. Ale czy na pewno? Rozłóżmy tę rewelację na czynniki pierwsze.

KALORYCZNOŚĆ LODÓW

Zacznę od podstaw. Na rynku mamy wiele rodzajów mrożonych deserów, ale najważniejsze i najbardziej popularne to:
  • Sorbety i lody wodne – są to lody złożone
    w dużej mierze z soków lub przecierówice-1428089_12801owocowych, zazwyczaj z minimalną ilością tłuszczu, ale za to dużą zawartością cukru
  • Mleczne – składają się z mleka, żółtek, jaj, cukru i wanilii lub innych dodatków smakowych
  • Śmietankowe – podstawowe składniki to śmietanka i mleko, mają więcej tłuszczu niż mleczne

Lody zaliczane są do słodyczy, w związku z czym kojarzą się z dużą ilością kalorii. Tymczasem niektóre z nich w porównaniu z czekoladami czy batonami wypadają całkiem korzystnie. Wszystko za sprawą sporej zawartości wody i powietrza. Ogromna różnorodność rodzajów wśród tych deserów lodowych sprawia jednak, że znacznie różnią się od siebie kalorycznością. Najmniej kaloryczne są lody wodne i sorbety, zaś najbardziej lody mleczne i śmietankowe, z dodatkami takimi jak bita śmietana, wafelek, posypka, alkohol, sos czy ciasteczka, które znacząco zwiększają wartość energetyczną.

 

Kaloryczność może także zwiększyć niepozorna polewa – różnica między zwykłym Big Milkiem a tym w polewie wynosi aż 87 kcal. To tak, jakbyśmy zjedli drugiego loda.  No i większość kalorii pochodzi z tłuszczu, lepiej nie wiedzieć jakiego.

 

LODY (nie) ODCHUDZAJĄ

Lody zawierają kalorie – jedne mniej, inne więcej, ale zawsze jakieś ilości znajdziemy. Mówi się jednak, że kalorie z mrożonych deserów nie są przyswajane przez organizm. Słowem nie idą w boczki. Wg niektórych źródeł podgrzanie w organizmie jednej gałki lodów „kosztuje” nas około 50 kcal, czyli  tyle (lub nawet więcej!) ile ma średnio właśnie taka gałka. To świadczyłoby o tym, że lody nie tylko nie tuczą, ale też mogą odchudzać poprzez wytworzenie deficytu energetycznego. Niestety muszę Was rozczarować… tego typu teorie, głoszone głównie w telewizjach śniadaniowych i mało wiarygodnych stronach internetowych, nie mają nic wspólnego ani z prawdą, ani z nauką. Okazuje się, że wcale nie jest tak kolorowo, ponieważ na ten proces zużywamy w najlepszym wypadku kilka kcal na porcję. Kłania się tu pojęcie ciepła właściwego (ilości energii potrzebnej do podgrzania danego produktu o 1 stopień Celsjusza) oraz ciepła topnienia (ilości energii potrzebnej do zmiany stanu skupienia z ciała stałego na ciecz). Załóżmy, że zjemy ważącą 45 g gałkę lodów, która liczy 50 kcal. W dużym UPROSZCZENIU na jej podgrzanie zużyjemy:

 

1. Przyjmując, że gałka ma temperaturę -10 stopni Celsjusza => podgrzewamy ją do temperatury 0 stopni, na co zużywamy 0,2 kcal.

2. Teraz topimy lód, do czego potrzebujemy ok. 3,6 kcal

3. Lód zamienił się w ciecz, którą musimy podgrzać do temperatury ciała (ok. 37 stopni Celsjusza). Tu potrzebne nam w zaokrągleniu 1,7 kcal


Wszystko razem daje nam na porcję wynik 5,5 kcal. Jak wspomniałam obliczenia są uproszczone, a sam wynik zawyżony. Nie ma więc szans, żeby podczas jedzenia lodów wytworzył się deficyt energetyczny. Wręcz przeciwnie – mamy nadwyżkę ok. 45 kcal, która albo zostanie spożytkowana, albo pójdzie w przysłowiowe biodra. Przypominam też, że mowa o jednej gałce lodów, a wiadomo że na tym się nigdy nie kończy 🙂


KALORIE TO NIE WSZYSTKO

Na jedzenie nie można patrzeć tylko w kontekście wartości energetycznej. Ważne jest szersze spojrzenie, biorące pod uwagę pozostałe czynniki, jak chociażby źródło tych kalorii. Inaczej organizm reaguje na kalorie dostarczane z postaci białka, a inaczej w postaci cukru. Głównym składnikiem lodów są węglowodany, które czasem ustępują miejsca tłuszczom. W sklepowych lodach większość węglowodanów to syrop glukozowo-fruktozowy, okrzyknięty głównym winowajcą otyłości. Powinniśmy go zdecydowanie unikać, choć tak naprawdę znaleźć lody które go nie zawierają nie jest wcale tak łatwo. Na obrazku poniżej widzicie porównanie 2 etykiet lodów śmietankowo-truskawkowych – jedne słodzone cukrem, drugie syropem glukozowo-fruktozowym. Na pierwszy rzut oka widać, że te po lewej stronie mają znacznie krótszy i bardziej naturalny skład. Nie jest idealny, ale na pewno pozytywnie wyróżnia się na tle pozostałych. Koniecznie zwróćcie też uwagę różnicę w zawartości truskawek. Które byście wybrali?

 

JEŚĆ CZY NIE JEŚĆ?

Odpowiedź brzmi – to zależy. Kluczową kwestią jest tutaj wybór lodów. Jak zwykle musimy czytać etykiety i kierować się zdrowym rozsądkiem. Ważne jest nie tylko makro, ale też brak sztucznych barwników, konserwantów czy zagęstników. Dobre jakościowo lody, złożone z krótkiej listy naturalnych składników to jednak w sklepach rzadkość. Nawet jeśli takie znajdziemy, zapłacimy za nie znacznie więcej niż za mniej zdrowy odpowiednik. Dlatego najlepiej po prostu robić je samemu.

Najbezpieczniejsze i najzdrowsze desery to te, które przygotowujemy w domu, mając pełną kontrolę nad składem. 

Do domowych lodów nie musimy dodawać cukru, barwników, emulgatorów lub innych składników, które nierzadko przy wymawianiu łamią język. Nie musimy wydawać fortuny, spokojnie możemy też obejść się bez maszynki do lodów. Mamy tu duże pole do popisu, ale ja ze względu na prostotę i oszczędność czasu polecam Wam dwa poniższe przykłady:

Sorbety, lody wodne – wystarczy po prostu zamrozić sok lub koktajl z ulubionych owoców, a następnie przelać do specjalnych foremek na lody lub pojemników po jogurtach. Polecam Wam na przykład moje lody arbuzowe – link. Żadna filozofia, a jest o niebo zdrowiej niż w przypadku sklepowych sorbetów, słodzonych ogromnymi ilościami cukru. Do takich lodów możemy też przemycić niektóre warzywa (np. szpinak czy buraki), których wbrew pozorom wcale nie wyczujemy w smaku.Kremowe lody – tu królują przepyszne lody bananowe. Jedyne co musimy zrobić, to zblendować zamrożone wcześniej bardzo dojrzałe banany (obrane i pokrojone w plasterki) z orzechami, kakao, miodem, mlekiem roślinnym czy owocami – co tam nam przyjdzie do głowy. Takich lodów nie mrozimy już drugi raz, tylko po prostu jemy zaraz po wyjęciu z blendera. Tu (link) znajdziecie przepis na proste lody bananowe z musem truskawkowym.

 

 

 

Podsumowując od lodów na pewno nie schudniemy, możemy jedynie przytyć. Nie ma tu cudów, nie pomoże nam niska temperatura czy skakanie podczas jedzenia. Jeśli jednak nie potrafimy sobie odmówić takich smakołyków, róbmy je w domu używając w tym celu sezonowych owoców, bananów, mleka roślinnego czy nawet awokado. Łączymy smak z walorami zdrowotnymi, sporo przy tym oszczędzając.