Według mnie najważniejsze sprzęty i narzędzia w kuchni to blender, expres do kawy, dobry nóż i porządna patelnia. Z tego wszystkiego brakuje mi jedynie ostrego, solidnego noża, na blender i expres nie mam co narzekać. Jeśli natomiast chodzi o patelnie, do tej pory smażyłam na (nie oszukujmy się) najtańszej patelni teflonowej, dość kiepskiej jakości. Niby było ok, ale jednak czegoś mi brakowało. Długo nosiłam się z zamiarem nabycia czegoś z wyższej półki, co mogłoby mi służyć przez lata. No i w końcu stało się – od 2 tygodni jestem posiadaczką patelni firmy Woll, która mam nadzieję potowarzyszy mi trochę dłużej niż dotychczasowe nabytki.

Patelnie Woll są dostępne w kilku rozmiarach, przy zakupie warto więc kierować się przeznaczeniem wybranego przez nas naczynia. Mi zależało przede wszystkim na przygotowywaniu za jednym razem kilku porcji dań jednogarnkowych. Lubię gotować, ale lubię też upraszczać sobie życie. Stąd właśnie mój wybór – wykonana z siluminu, głęboka (aż 7 cm) okrągła patelnia o 28 cm średnicy. Słowem dużo miejsca, co umożliwia mi np. wymieszanie większej ilości kaszy z warzywami (sprawdźcie przepis na kaszę gryczaną z warzywami w curry) ale i też usmażenia kilku jajek sadzonych czy placków. Oprócz tego nada się także do przygotowania zup (spokojnie zmieszczą się 2-3 porcje, ponieważ mamy tu aż 3,5 l pojemności), potrawek, makaronów z dodatkami, duszonego mięsa, dżemów i wszystkich innych posiłków, które wymagają nieco większej powierzchni. W komplecie oczywiście jest pokrywka, wraz ze specjalnymi dziurami umożliwiającymi odpływ pary wodnej. Na stronie dystrybutora znajdziecie także mniejsze i niższe patelnie, idealne do placków czy naleśników.To, co widzimy na pierwszy rzut oka to przede wszystkim prezencja. Bardzo fajnie wygląda, więc potrawę można bez wstydu podać nawet bezpośrednio na stół – nie przekładając na talerze.

Po drugie patelnia ma idealnie gładką, nieprzywierającą powłokę (wg opisu producenta jest to nanokompozytowa powłoka w technologii “non-stick”) – to zdecydowanie największa zaleta! Wiadomo, że w zdrowej kuchni ograniczamy do minimum tłuszcz dodany – zamiast smażenia w głębokim oleju wybieramy np. duszenie czy lekkie podsmażanie na kropli tłuszczu roztartej papierowym ręcznikiem lub silikonowym pędzelkiem – tu patelnia Woll sprawdza się idealnie! NIC nie przywiera, a przecież nie ma nic gorszego, niż zdrapywanie jajecznicy czy pozostałości po mięsie z dna patelni. Mycie to sama przyjemność – nie trzeba namaczać, wszystko ładnie schodzi. Wystarczy przetrzeć ściereczką nasączoną wodą z płynem, co wg mnie jest ogromnym plusem. Podobno można ją też umyć w zmywarce, ale niestety nie posiadam, więc się nie wypowiem 🙂

Patelnia jest dość ciężka, co jest jednocześnie niewielką wadą (trzeba mieć niezłą krzepę, żeby sobie z nią dać radę), jak i oczywiście zaletą (świadczy o solidnym wykonaniu, kojarzy się z czymś na lata).

Równomiernie się nagrzewa – zawsze miałam z tym problem, bo np. prawa omleta była bardziej przypieczona niż lewa, musiałam więc przesuwać patelnię po całej kuchence, co jest niesamowicie irytujące. Tutaj tego nie mamy. Za to mamy grube, solidne dno – ciepło rozprowadza się równomiernie i nie ryzykujemy przypaleniem jednej strony obiadu. Patelni (wraz z pokrywką wykonaną z hartowanego szkła) można także używać w piekarniku nagrzanym do 250 stopni. Genialne rozwiązanie, szczególnie jeśli najpierw obsmażamy mięso, a później chcemy je dodatkowo zapiec, bez przekładania do formy. Albo jeśli chcemy od razu upiec mięso, tak jak ja to zrobiłam (pieczone udka z kurczaka w curry).

Podsumowując naprawdę nie mam się do czego przyczepić – genialna, nieprzywierająca i bardzo odporna na ścieranie powłoka, grube dno, duża średnica i głębokość . Jestem bardzo zadowolona. Chyba jedynym minusem jest cena. W zamian dostajemy jednak porządny sprzęt, na który mamy 2 lata gwarancji (powłoki i uchwyty), a w przypadku samego dna aż 25 lat. Myślę, że warto.

Wszystkich zainteresowanych kupnem odsyłam do strony dystrybutora. Znajdziecie tam nie tylko  patelnie w innych rozmiarach, ale także garnki, woki i akcesoria wraz z cenami oraz szczegółowym opisem.
 
http://www.egustus.pl
 
*********************************************** 
 KONKURS
 

A teraz czas na niespodziankę – ktoś z Was może już niedługo stać się posiadaczem tej świetnej patelni! Wystarczy, że w komentarzu POD TYM POSTEM napiszesz, “Co beztłuszczowego i zdrowego chciałbyś/chciałabyś przyrządzić na patelni Woll?“.

W odpowiedzi proszę koniecznie o podanie e-maila. Jedna osoba może dodać jeden wpis. Spośród wszystkich komentarzy wybierzemy jedną najciekawszą, której autor(ka) otrzyma patelnię. Nagrodę wysyła www.egustus.pl . Konkurs trwa od 15.11.2015 do 25.11.2015, a wyniki zostaną ogłoszone  w tym wpisie najpóźniej do 27.11.  

Powodzenia! 🙂 

 ***************************
 WYNIKI KONKURSU

Wybór nie był łatwy, podrzuciliście mi mnóstwo świetnych przepisów, a przy czytaniu niektórych komentarzy uśmiałam się jak nigdy. Niestety mogłam wybrać tylko jedną osobę. Patelnia Woll Saphir Lite wędruje do Anny Kamionowskiej  (sprawdź proszę maila) – za wyjście poza ramy i pomysł na niecodzienne ciasto z patelni. Dziękuję wszystkim za udział, a zwyciężczyni oczywiście gratuluję! 

 

26 komentarzy:
  1. Martyna
    Martyna says:

    Na takiej patelni z chęcią usmażyłabym wegańskie i bezglutenowe pancakes. Niestety moja patelnia nie jest zbyt dobra i za każdym razem próba usmażenia takich pancakes kończy się niepomyślnie 🙁 Odkąd moja dieta jest roślinno-bezglutenowa mam problemy z usmażeniem placuszków, a wcześniej było to moje ulubione śniadanie! 🙂
    Pozdrawiam
    Martyna, anytrami@o2.pl

    Odpowiedz
  2. Anonimowy
    Anonimowy says:

    Chciałabym zrobić pizzę z patelni ! 🙂 Wiele razy widziałam w internecie przepisy na taką, ale jakoś zawsze z powodu właśnie średniej jakości patelni sądziłam, że nie uda się W tym przypadku musiałoby być inaczej.
    karolina51015@wp.pl

    Odpowiedz
  3. Anonimowy
    Anonimowy says:

    A mi się marzą placki ziemniaczane, takie z dodatkiem marchewki i cukinii, mega chrupiące, zdrowe i kolorowe, a przede wszystkim NIEOCIEKAJĄCE I NIENASIĄKNIĘTE tłuszczem- jak to zazwyczaj z plackami z patelni bywa 🙂
    Wtedy nawet mogłabym pokusić się o 'kleksy' ze śmietany, zamiast standardowo jogurtu naturalnego (bo przecież już tyle tłuszczu w plackach!)…
    Ach, rozmarzyłam się 🙂
    annam2002@wp.pl

    Odpowiedz
  4. Nikola Natkaniec
    Nikola Natkaniec says:

    Jest tak wiele przepisów gdzie trzeba użyć niestety tyle tłuszczu ,aby potrawa wyszła idealna. Wiele razy chciałam zrobić placuszki z banana, bez oleju to zawsze się rozwalały .
    Jestem na diecie i np. gdy robię jajecznice to przywiera mi do patelni i jeszcze trzeba wyszorować ją.
    I jak tu jeść zdrowo bez dobrej patelni…
    n199715@wp.pl

    Odpowiedz
  5. Anonimowy
    Anonimowy says:

    Witam,
    rzeczywiście patelnia świetnie się prezentuje i można swobodnie serwować przygotowane przysmaki prosto z niej. Osobiście uwielbiam taki „swojski” sposób podawania potrawy, kiedy patelnię czy garnek stawia się na środku stołu, bez przekładania do waz, półmisków itp. Jest to niezwykle praktyczne, nie tylko ze względu na mniejszą ilość naczyń do zmywania, ale też naczynie, w którym potrawa została przygotowana, zazwyczaj dłużej utrzymuje ciepło – dzięki temu „biesiadnicy” mogą nakładać na talerze mniejsze porcję i ewentualnie dokładać sobie kolejne, jeszcze ciepłe. A i osobie, która przygotowała potrawę na pewno się serce raduje widząc nakładane na talerze kolejne dokładki 🙂
    Piękna nagroda, narobiłam sobie „smaka” na taką patelnię 🙂 może akurat los się do mnie uśmiechnie, a żeby dać mu szansę zgłaszam się do smakowitego konkursu. 🙂

    Gdy zobaczyłam zadanie konkursowe, natychmiast obudziła się moja wyobraźnie kulinarna. Przez myśl przeszły mi dania od słodkich po wytrawne. Od smakowitych śniadań, po rodzinne obiady, romantyczne kolacje, ba! nawet desery. Beztłuszczowe (i co najważniejsze nieprzypalone 🙂 ) pankejki, naleśniki (ostatnio naleśniki na drożdżach – moje ulubione), słoneczne placuszki dyniowe z żurawiną, idealny by rozchmurzyć najbardziej ponury jesienny czy zimowy dzień…, kolorowe risotta i kaszotta, curry, smakowita szakszuka, frittata czy paella, dania warzywne, mięsne, rybne…to nie konie inspiracji – wysokie brzegi patelni pozwolą swobodnie przygotować gulasz na rodzinny obiad czy stir-fry. Spośród wszelkich dań, które przeszły mi przez myśl, gdy zobaczyłam zadanie konkursowe, zarówno tych tradycyjnych, polskich, jak i z różnych kuchni świata, ja przygotowałabym… SANDACZA.
    Dlaczego?
    Po pierwsze uwielbiam tą rybę. Podczas gdy obecnie prowadzi się kampanie promujące spożywanie ryb, wiele osób wybiera popularną pangę czy łososia. Z jednej strony są to ryby łatwo i powszechnie dostępne, jednak sposób ich hodowli i odłowu stawia pod znakiem zapytania kwestię, czy są one naprawdę zdrowe. Przyznam, że rzadko jadam kupne ryby, a zwłaszcza filety.
    Za to chętnie przyrządzam te, złowione przez Tatę, prosto z rzeki 🙂 Tata wie, że jadam tylko takie ryby, które on złowi (na dodatek preferuję tylko te drapieżne: sandacza, suma czy szczupaka) i zawsze, gdy wybieram się do rodzinnego domu, stara się dogodzić swojej córci (czy w ogóle można wyrosnąć z bycia „córunią tatusia”, nawet jeśli 18ste urodziny obchodziło się juz ho ho ho, jakiś czas temu? ;-)) spędzając długie godziny na wędkowaniu. W takim przypadku trzeba liczyć na szczęście i „dobry humor ryby”, żeby zechciała się łaskawie dać złapać 😉 ; nie da się pójść do sklepu i kupić. Doceniam starania Taty, a i on ma radochy co niemiara, gdy uda mu się złowić rybę. Od razu do mnie dzwoni dumny i szczęśliwy, jakby wygrał w totka, z takimi słowami „Złapałem Ci szczupca / sandacza, suma” (w zależności co tam złapał).
    Sandacza uwielbiam od dziecka, jest dla mnie najszlachetniejszą z ryb, królem polskich rzek.
    W rodzinnym domu takiego złowionego sandacza przyrządza się tylko i wyłącznie tradycyjnie tzn. smażąc w chrupiącej panierce. Jako że jestem fanką zdrowego trybu życia i odżywiania (ale nie jakiś restrykcyjnych diet czy ciągłego odmawiania sobie wszystkiego, nie popadam w skrajności), a ponadto chętnie eksperymentuje w kuchni, wypróbowując nowe dania i smaki (zwane przez rodzinkę „wynalazkami”) chciałabym przyrządzić taką rybę w nieco inny sposób. Pewnie nie obyłoby się bez protestów rodzinki (bo przecież NAJsmaczniejszy jest w panierce), ale na patelni WOLL przygotowałabym sandacza z tymiankiem i podała na cytrynowym risotto. Myślę, że mimo początkowego sceptycyzmu, takie połączenie smaków baardzo by im posmakowało (zawsze tak jest, gdy przyrządzam jakiś eksperyment kulinarny) 🙂 Może w ten sposób uda mi się przekonać rodzinkę do nieco innego sposobu przygotowania ryb i zachęcić do eksperymentowania i poszukiwania nowych smaków?

    Pozdrawiam
    h_anka

    h_anka(at)wp.pl

    Odpowiedz
  6. MissSecret1234
    MissSecret1234 says:

    Na patelni Woll z chęcią bym przyrządziła różne warzywne kotlety na obiad np. z tofu, ze szpinakiem lub z brokułami z dodatkiem kaszy bezglutenowej, quinoa lub ryżu brązowego. Same zdrowe, bezglutenowe składniki dostarczające wszelkich wartości odżywczych plus ograniczenie tłuszczu podczas smażenia daje posiłek idealny 🙂
    margola1234@tlen.pl

    Odpowiedz
  7. Patrycja Sztuka
    Patrycja Sztuka says:

    Moze wreszcie usmazylabym omlet, ktory nie wygladalby jak wydalona zawartosc zoladka. 😉 probowalam wiele razy, ale na mojej cudownej patelni, ktora uwielbia przyklejac do siebie wszystko, co gotuje (podejrzewam, iz jej smakuje, nie chowam w sobie z tego powodu urazy…) z wypuklym dnem- wyglada to prze-paskudnie. Nikomu na sniadanie omleta nie proponuje, bo siara. ;))

    Comoseksualna@gmail.com

    Odpowiedz
  8. Marta Pękała
    Marta Pękała says:

    Smazymy wszystko beztluszczowo. Aby to sie udawalo nasze patelnie sa wymieniane co 3-6 miesiecy, poniewaz powloka traci swoje wlasciwosci. Probowalismy roznych patelni tanszch i drogich niestety ich zywotnos nas nie zadowala mimo odpowiedniego dbania o patelnie. Na patelni Woll przygotowalabym omleta dla calej rodziny. Wysokiego, puszystego, jedwabistego z dodatkami na slodko lub wytrawnego 🙂 Marta bagienka@tlen.pl

    Odpowiedz
  9. andziullina
    andziullina says:

    Zakochałam się w tej patelni od pierwszego wejrzenia. Póki co to znajomość internetowa, ale mam nadzieję, że kiedyś poznamy się bliżej, zaprzyjaźnimy i stworzymy całkiem dobraną kuchenną parę 😉

    Jestem typową kobietą… więc trudno mi się zdecydować, co bym na niej przyrządziła, kiedy w głowie tyle pomysłów,a każdy krzyczy: "Wybierz mnie! Wybierz mnie!". To że będzie to coś zdrowego, to pewne… Ale co? Nie chcę składać pustych deklaracji (zwłaszcza, że zdarza mi się, że w brzuchu burczy, a ja mam ochotę na dwie potrawy i dalej nie mogę się zdecydować, którą przygotować 🙁 Albo zaczynam gotować jakąś potrawę, mam na nią pomysł lub przepis i przygotowane składniki. A później w trakcie pichcenia ponoszą mnie wodze fantazji kulinarnej, coś dorzucę, czymś doprawię, dodam makaron zamiast ryżu i wychodzi zupełnie nowa, ale równie pyszna potrawa, całkowicie odmienna niż ta zamierzana).

    Więc zamiast deklarować, co bym upichciła na tej patelni, powiem tak:

    niezależnie od tego, co bym przyrządziła na patelni Woll – danie słodkie czy wytrawne – na pewno włożę w to całe serce, doprawię szczyptą fantazji, dodam miłości dwie miarki, garść optymizmu, mnóstwo radości, ciut ciekawości i nieco beztroski. Zamieszam energicznie, a w razie konieczności doprawię odrobiną cierpliwości. A gdy już wszystko gotowe będzie, wypowiem "smacznego!" niczym magiczne zaklęcie i podam z uśmiechem 😉
    Na zdrowie!

    andziullina(at)gmail.com

    Odpowiedz
  10. Kawaler 123
    Kawaler 123 says:

    Na patelni Woll chciałabym przyrządzić – naleśniki z farszem warzywnym i sosem czosnkowym, bowiem lubię to danie za prostotę, jesienną nutę i wyborną brukselkę w połączeniu z rozpływającym się w ustach kalafiorkiem i pyszną marchewką. Szybkie jednopatelniowe danie, które zawsze się udaje :))

    Pozdrawiam, kawa123ler@gmail.com
    P.S. Gdyby ktoś chciał przepis chętnie udostępnię 🙂

    Odpowiedz
  11. Edz ika
    Edz ika says:

    Nie będę pisała ESEJU bo komuż by się chciało czytać takie nudy …. A szkoda Twojego czasu bo mogłabyś w tym czasie przygotować dla nas kolejny, cudowny i wciągający post , na który z niecierpliwością czekam .

    Na tej wspaniałej Patelni WOLL przygotowałabym warzywka z dodatkiem pieczonych ziemniaków, a więc moje "misz masz" które pozwala na wykorzystanie wszystkich resztek warzyw z lodówki oraz na zaspokojenie "innego" wymiaru smaku . Danie to obmyśliłam jakiś czas temu, gdy miałam dużo "różnych" małych kawałków warzyw a nie chciałam ich wyrzucać . Bach na patelnię, obrałam do tego kilka ziemniaków, ugotowałam i wrzuciłam pokrojone w kosteczkę na patelnię … I właśnie takie danie bym chciała przyżądzić … Smaczne , zdrowe i … ekologiczne , bo nic się nie zmarnuje 🙂 Niestety od dawna już nie przygotowywałam tego dania, bo moja patelnia "przyżela' każde danie … Cóż … długo obchodziłam się smakiem. Czy i tym razem obejdę się smakiem ?Pozdrawiam Edyta, edka767@gmail.com

    Odpowiedz
  12. MoOonika K
    MoOonika K says:

    Bardzo, ale to bardzo chciałabym skosztować risotto z owocami morza przyrządzone właśnie za pomocą patelni Woll. Wszyscy, którzy mnie znają bardzo dobrze wiedzą dlaczego – ja po prostu uwielbiam białe małże i mieszanki owoców morza. Do dziś pamiętam jak moja teściowa nakładała mi ekstra porcję, zawsze kiedy przyrządzała to danie, jak babcia gotowała dla mnie te frykasy, gdy późno wracałam z zajęć na uczelni, jak tydzień temu kuszona risottowym głodem, po raz pierwszy w życiu próbowałam sama je zrobić na starej patelni. Risotto teściowej to niebo w gębie, to przygotowane przez babcię rozpływało się w ustach, a moje lekko podduszone i niewysmażone po prostu dało się zjeść. Zastanawiam się czy wyszłoby mi lepiej na patelni Woll, która jest przystosowana do smażenia beztłuszczowego…Jak myślicie ?

    A, bym zapomniała…rozważyłam jeszcze przyrządzenie na niej mojego ulubionego deserku na słodko z twarogu i czekolady, a konkretniej rzecz ujmując serniczki z patelni…Pycha :))

    moniaaa777@gmail.com

    Odpowiedz
  13. Anna Kamionowska
    Anna Kamionowska says:

    Ja to bym władowała ją do piekarnika i upiekła w niej ciasto, np szpinakowego Shreka. Nigdy nie miałam takiej patelni, którą można wykorzystywać w piekarniku. Czuję, że stanowiłaby dla mnie poletko do kulinarnych eksperymentów. A na obiad hiszpańska paella…
    ja9016a@o2.pl

    Odpowiedz
  14. Magdalena Półtorak
    Magdalena Półtorak says:

    Jak tylko zobaczyłam tę patelnię przyszły mi do głowy dwa przepisy.

    Pierwszy to omlet makaronowy z oliwkami i szynką. Do jego wykonania wystarczą dwa pomidory, trzy plasterki szybki, jedna cebula, jeden ząbek czosnku, kilka czarnych lub zielonych oliwek (zależy, jakie preferujesz), trzy jajka, 6-7 łyżek mleka, przyprawy do smaku, garść posiekanej czerwonej papryki oraz oczywiście porcja makaronu spaghetti dla dwóch osób. Makaron gotujemy osobno wg. przepisu na opakowaniu, pozostałe składniki kroimy w kostkę lub plasterki i dusimy na patelni. Jajka łączymy z mlekiem i przyprawami. Na patelnię kładziemy makaron i zalewamy połową mieszanki oraz wsypujemy połowę dodatków, a z pozostałej części smażymy drugi omlet.
    Drugi pomysł, który od razu przemknął mi przez głowę to pizza z patelni! Na ciasto potrzebujemy 125 gramów mąki pszennej, szczyptę oleju, jedną łyżeczkę drożdży, odrobinę soli i około 100 ml wody. Trzeba je dobrze zagnieść i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Takie ciasto rozprowadzamy równą warstwą na patelni i przypiekamy z jednej strony, następnie odwracamy i przypiekamy z drugiej. Teraz wystarczy już tylko posmarować je sosem pomidorowym i ułożyć ulubione dodatki na przykład pieczarki, plastry szynki, piórka cebuli, kawałki kurczaka oraz oczywiście żółty ser i posypać oregano. Całość przykrywamy pokrywką i trzymamy na małym gazie. Teraz wystarczy poczekać do momentu, aż ser się rozpuści, co będzie oznaczać, że pizza jest idealna do zjedzenia 🙂

    Niestety po tym jak mój Osobisty uśmiercił naszą ostatnią ceramiczną patelnię nie jestem w stanie przygotować mu żadnego z tych dań. Do naszej starej wszystko przywiera, o naleśnikach, omletach czy zwykłym podduszeniu warzyw mogę zapomnieć. Chętnie wróciłabym do starych, pysznych przepisów bez używania oleju. Mam nadzieję, że nawet jeśli nie wygram patelni, to chętnie przetestujesz moje przepisy i może zamieścisz swoją wersję na blogu 🙂

    Życzę powodzenia innym uczestnikom! 🙂

    fitnaobcasach@gmail.com

    Odpowiedz
  15. Unknown
    Unknown says:

    Na takiej patelni przygotowałabym moje ulubione wegetariańskie curry z dynią, szpinakiem i dodatkiem ciecierzycy.Na patelni na odrobinie mleka kokosowego podgrzałabym pastę curry z imbirem i czosnkiem. Dodała dynię, cebulę, doprawiła solą himalajską oraz świeżo mielonym pieprzem. Dodała paprykę w proszku i kurkumę oraz ugotowaną ciecierzycę. Następnie wlała resztę mleka kokosowego i zagotowała. Dodałabym szpinak, wymieszała i odstawiła z ognia. Dla uwieńczenia dania posypałabym posiekaną papryczką chilli i kolendrą. Na koniec polałabym danie odrobiną soku z limonki. Aby przygotować taki posiłek ta patelnia nadawałaby się idealnie.

    Pozdrawiam,
    Natalia_j22@interia.pl

    Odpowiedz
  16. Agnieszka D
    Agnieszka D says:

    Taka patelnia to marzenie każdej pani domu. Smażyłabym na niej same zdrowe i beztłuszczowe potrawy, ale pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy to naleśniki.
    Smażę je zazwyczaj w zdrowszej wersji, bezglutenowej, np. z ugotowanej kaszy jaglanej lub z mąki z ciecierzycy lub gryczanej.
    Smażą się trochę dłużej niż tradycyjne, ale warto, są zdrowe i można jeść bez wyrzeczeń. Do tego dowolny farsz (dziecko domowy dżemik, a ja farsz z pieczarek i soczewicy). Pychota.
    agnespa@wp.pl

    Odpowiedz
  17. Karolina Kowal
    Karolina Kowal says:

    Jedno z fajniejszych wspomnień z dzieciństwa to racuszki z jabłkami według tajnego przepisu mojej babci. Moja babcia należała do tych tradycyjnych babć: miała siwe włosy, robiła swetry na drutach dla całej rodziny, miała ogromne serducho i przede wszytskim gotowała tak dobrze, że żaden tam Michele Moran by jej nie dorównał (oczywiście nie podważając kompetencji przesympatycznego Mchele'a ;)). Jej racuszki z jabłkami, były hitem. Niby tak banalne, a jednak ponad wszystko wyjątkowe ;). Babcia smażyła je codziennie rano, a kiedy tylko ich zapch docierał do pokoi, wszyscy budzili się by zająć miejsce przy stole w kuchni. Choć od tamtych czasów minęło sporo lat, chętnie zaserwowałabym takie racuszki teraz w moim domu. Kucharz ze mnie żaden. Niekiedy jestem zmuszona nawet maskować brak talentu kulinarnego gotując w bieliźnie (wiecie jak facet się trochę napatrzy to nie zwraca uwagi jak smakuje to co mu przygotuję) – oczywiście żartuję ;). Może z takim sprzętem choć na chwilę udałoby mi się powrócić do lat dziciństwa, kiedy jedynym zmartwieniem był fakt, że Tomek z 5c zamiast mnie wybrał Marysię. Byłoby super! 😉

    Pozdrawiam,
    Karolina Kowal
    kowal.karolina@op.pl

    Odpowiedz
  18. Aneta76
    Aneta76 says:

    Cudna ta patelnia:-) Myślę, ze każdy o niej marzy:-)
    Na tej patelni chciałabym przyrządzić zdrowe curry z orzechów nerkowca, słodkich ziemniaków i tofu.
    Potrzebujemy:
    50 g klarowanego masła
    200 g twardego tofu
    1 cebula
    2 ząbki czosnku
    2 cm świeżego korzenia imbiru
    1 papryczka chili
    1 łyżka mielonej kolendry
    1 łyżka przyprawy garam masala
    1 łyżka kuminu
    1 łyżka kopru włoskiego
    500 g słodkich ziemniaków
    1,5 szklanki bulionu warzywnego
    1 szklanka orzechów nerkowca
    125 g strączków groszku cukrowego
    cytryna do podania

    Ziemniaki obrać i pokroić w grubą kostkę. Na głębokiej patelni Woll Saphir rozpuścić masło i wrzucić na nie pokrojone w kostkę tofu. Smażyć około 5 minut, aż do zrumienienia. Przełożyć na talerz. Na patelnię po tofu wrzucić pokrojoną cebulę, zeszklić i dodać drobno posiekany czosnek, imbir i papryczkę chili. Smażyć około 5 minut i dodać kolendrę, garam masalę, kumin i nasiona kopru. Po 1 minucie dodać pokrojone ziemniaki, orzechy i zalać bulionem. Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień i całość gotować pod przykryciem około 15 minut, aż ziemniaki zmiękną. Dodać podsmażone tofu i groszek cukrowy. Gotować jeszcze około 2 minut. Danie podawać z ćwiartkami cytryny.

    Bardzo polecam i zachęcam do wypróbowania 🙂
    Aneta
    aneta.majchrzak@wp.pl

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *