Zostałam poproszona o zrecenzowanie najnowszej książki Agnieszki Maciąg pt. „Smak życia” (nowe wydanie bestsellera z 2007 roku). Rzadko się zgadzam na tego typu wpisy, ponieważ zazwyczaj czuję że dana książka nie przypadnie mi do gustu. Czy tak było też w tym przypadku? Zobaczcie i zdecydujcie, czy warto mieć te pozycję na półce.

Co w środku?

Jest to przede wszystkim książka z przepisami, będąca wypadkową kulinarnych podróży autorki i jej doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego. Na 350 stronach umieszczono więc zarówno przepisy o charakterze orientalnym, jak i te zwykłe, babcine. W ten sposób obok swojskiego rosołu możecie znaleźć tajską zupę tom kha gai czy krewetki z limonką. Jest to dość dobrze zbalansowane, a samo przygotowanie dań nie powinno sprawiać większych trudności.

smak zycia agnieszka maciąg recenzja

Poza tym mamy też garść porad dotyczących wpływu jedzenia na naszą urodę i zdrowie, czyli coś na zasadzie „jesteś tym, co jesz”. W kwestiach zdrowotnych nie ze wszystkim się zgadzam (zastępowanie zwykłej soli himalajską czy białego cukru trzcinowym jako zdrowszy wybór), ale porady urodowe jak najbardziej przypadły mi do gustu (np. przepisy na naturalne płukanki do włosów). Wróćmy jednak do głównego sensu książki, czyli do przepisów kulinarnych. A te są naprawdę ciekawe i apetyczne, zresztą sami zobaczcie:

smak zycia agnieszka maciąg recenzjasmak zycia agnieszka maciąg recenzja

Agnieszka Maciąg to modelka, ale w książce (na szczęście!) nie znajdziecie restrykcyjnych przepisów typu sałata z marchewką. Wręcz przeciwnie, namawia do chudnięcia poprzez jedzenie. Podaje receptury na normalne dania bez tych wszystkich „fit” skrajności, co zresztą sugeruje tytuł „Smak życia”. Autorka zachęca do eksperymentów, poznawania nowych smaków i czerpania radości z każdego posiłku. Mi, jako zwolennikowi hedonistycznego podejścia do odżywiania przy jednoczesnym zachowaniu złotego środka, coś takiego zdecydowanie odpowiada. Jak podkreśla Agnieszka – „nie należy sobie folgować, ale bez przesady, trzeba cieszyć się życiem!”. I ja się z tym zgadzam, bo kluczem do zachowania zdrowia i dobrego samopoczucia (także psychicznego) jest zrównoważone podejście do jedzenia. I ogólnie do życia.

smak zycia agnieszka maciąg recenzja

Podoba mi się też jej stanowisko w sprawie tłuszczu, który wciąż cieszy się złą sławą. Dobry tłuszcz, w odpowiednich ilościach (łosoś, awokado, nasiona, orzechy) krzywdy nam nie zrobi! Mało tego, jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu, dlatego (także podczas odchudzania) nie rezygnujemy z niego. Podobnie jak nie odstawiamy bananów, makaronu czy ziemniaków. Dla dietetyków oczywiste, ale dla ludzi niewtajemniczonych nie zawsze 😉

Oprawa wizualna jest całkiem przyjemna – intensywna kolorystyka (choć momentami wydaje mi się odrobinę przesadzona), półmatowy papier, prosty krój czcionek. Nie rozprasza i nie odwraca uwagi od tego co najważniejsze, czyli od samych przepisów. Co do zdjęć – podoba mi się umieszczenie nie tylko fotografii dań, ale też różnych zakątków świata. Zawsze to jakaś wartość dodana i lekkie przełamanie kulinarnego charakteru książki.

smak zycia agnieszka maciąg recenzja smak zycia agnieszka maciąg recenzja

Podsumowując jeśli szukacie ciekawych przepisów z różnych stron świata, ale jednocześnie macie też ochotę na coś z naszego podwórka, to na pewno pozycja dla Was. Zbliża się okres świąteczny, wiec może to dobry pomysł na prezent? 😉

  • Asia

    Jakiś czas temu kupiłam „Smak zdrowia” i muszę powiedzieć, że to świetna książka. Na fali zachwytu nad nią kupiłam ostatnio właśnie „Smak życia”, ale jeszcze czekana swoją kolej. Dzięki pani Agnieszce zaczęłam robić rano tybetańskie rytuały, które bardo polecam. Nie robię jeszcze wszystkich 21 powtórzeń, ale już odczuwam pierwsze efekty. Skorzystałam też z przepisu na naturalny dezodorant na bazie wody i sody (od tamtego czasu nie używam już drogeryjnej chemii :D:D), zrobiłam też super tonik mocy z jej bloga i póki co nie choruję, a zawsze chorowałam około września, października. W skrócie: warto się zapoznać z jej książkami i blogiem 🙂 🙂